Wycieczka do Warszawy II C i III D | Topolówka

Wycieczka do Warszawy II C i III D

Autor: Redakcja, 10. Marzec 2011

Początek marca upłynął klasom IIc oraz IIId pod znakiem poszukiwania kulturalnych uniesień. Taki był albowiem cel wycieczki do Warszawy, które to miasto obfituje w różnorakie okazje do poszerzenia swoich horyzontów. W programie znalazło się zatem wiele obiecujących punktów, których realizacji wyczekiwano z niecierpliwością.

I tak, nie zagłębiając się w szczegóły dotyczące samej podróży, którą wypełniały śmiechy dobiegające z wszelakich zakamarków autokaru oraz niezupełnie sensowne, lecz przecież zabawne konwersacje. Choć przecież nie należy zapominać o elementach dydaktycznych. Wszak wcale nie nieśmiało przebijały się przez odgłos żartów i dowcipów całkowicie ( no bez przesady) poważne zdania świadczące o toczącej się NAUCE (sic!). Nikt jakoś nie poddawał w wątpliwość rozrywkowych walorów wielomianów. Jakże wspaniale oglądać tak dojrzałą młodzież!

Dość jednak, że na miejsce zajechano szczęśliwie i, nie próżnując, rozpoczęto misję ukulturalniania od zwiedzenia Muzeum Chopina. Zaopatrzeni w świadectwa nowoczesności przybytku – karty magnetyczne, wycieczkowicze ruszyli na spotkanie z twórczością kompozytora.

Tam zostali zaatakowani multimediami, głosami płynącymi ze ścian, podłóg, gablotek, obrazów i wszystkiego, co było gabarytowo wystarczające, by umieścić tam głośnik wyrzucający z siebie kolejne fakty lub ciekawostki z życia Fryderyka. Na szczęście wszystkie te gorliwe wyjaśnienia były całkowicie posłuszne wspomnianemu już, magicznemu kawałkowi plastyku, toteż w przypadku uczucia przytłoczenia nadmiarem wiedzy należało ów przedmiot zwyczajnie trzymać przy sobie. Uczniowie topolówki są jednak odważni i dzielnie przedzierali się przez kolejne „stanowiska”, docierając też, do co ciekawszych. Tam słuchano Chopina, a nie o Chopinie i trzeba przyznać, ze on sam umie się całkiem dobrze obronić. Przemykając korytarzami ( bardzo malowniczymi notabene) i obserwując poszczególne eksponaty, takie jak zapisy nutowe, akwarele, projekty, fortepiany i inne, trudno nie zadać sobie pytania, który z nich mógł wydać się zwiedzającemu najbardziej uderzający, wywołujący dreszcze z przejęcia, zdumiewający i otwierający nowe perspektywy. Wybór to trudny…. Osobiście stawiam na fotel, który de facto nim nie był, gdyż wedle podpisu był zaledwie fotela repliką. Zaiste niezwykły to widok. Dobrze sobie od czasu do czasu taką kulturalna replikę obejrzeć, bo doprawdy przekonująca była ona bardzo.

Bogatsi o wspomniane tu oraz nie doświadczenia, opuścili uczniowie gmach muzeum a części z nich z pewnością udało się dostąpić pożądanego katharsis. Gdyby jednak ostał się ktoś sfrustrowany, że nic z tego nie rozumie lub nie odczuwa w sobie napływu wzniosłych myśli, to na dalszą część dnia zaplanowano przecież kolejne ambitne atrakcje. Nic straconego!

Po szeregu pragmatycznych czynności związanych z zakwaterowaniem nadszedł czas na teatr. Pierwszego wieczora większa część wycieczkowiczów udać się miała na Metro w teatrze Buffo a grupa Wybrańców skorzystała z cudem i podstępem zdobytych biletów na Tango Mrożka w Teatrze Narodowym.

Spektakl Metro z pewnością rozwinął młodzież, zwłaszcza pewne konkretne umiejętności, np. zdolność krytyki. Już w czasie antraktu rzesza ludzi ćwiczyła się w eleganckim werbalizowaniu opinii, w szczególności, jak by nie patrzeć negatywnych, tudzież epatujących bolesnym rozczarowaniem wykwitającym na twarzach ludzi, wciąż spragnionych kultury najwyższych lotów. A tu co? Fabuła szczątkowa, owszem choreografia imponująca, ale ściśnięta jakby z powodu braku dostatecznej ilości miejsca, sam teatr sprawia wrażenie prowizorycznego i nie da się go odpowiednio celebrować, bo i atmosfera taka prowizoryczna ze stojącymi miejscami i średnia widocznością. Niemniej jednak przeżycie było a i tematów do rozmowy się namnożyło, więc całkiem przyjemnie i też mimo innych oczekiwań nikt przecież się nie złościł a jedynie obserwowano i komentowano – ładnie i składnie, bo to jednak teatr, nobilitowane miejsce. A to zobowiązuje, czyż nie?

Po nocy w schronisku nadszedł czas na nowe wyzwania – tym razem coś dla umysłów raczej ścisłych, choć przecież nie tylko. O Centrum Kopernika powiedziano już wiele i są to zwykle słowa pełne uznania, co potwierdza się w rzeczywistości. Sam obiekt i formuła „zwiedzania” zmuszają gościa do zaangażowania i aktywnego uczestnictwa. Spotkało się to z entuzjazmem wycieczkowiczów, bo kto nie lubi poleżeć sobie na łożu fakira albo poparzyć się zimnym prętem? Doskonała zabawa i bez problemu można było spędzić w tym budynku trzy godziny.

Przejdę od razu do wieczora, wszak czas wolny to indywidualna sprawa i każdy uczestnik wycieczki miałby w tym miejscu własną historie do opowiedzenia. Otóż pożegnalna atrakcją był spektakl Nędznicy. Oczekiwano po nim naprawdę wiele i tym razem przedstawienie oczarowało publikę. Podczas antraktu dla odmiany słychać było kwieciste słowa uznania a i interpretacji było niemało. Wreszcie trafił się musical, w którym wyczuwało się przesłanie. A co robi porządny licealista, gdy styka się z tekstem kultury, który wydaje się „dobry”? Analizuje! Analizuje i interpretuje wszystko, co może zanalizować i zinterpretować i to jeszcze tak elokwentnie żeby walor, jaki w postaci podziwu rozmówcy otrzymać. Toteż porównuje, szuka kontekstów, odniesień, sprawdza wiedze historyczną, filozoficzną i wszelaką inną, co by, choć odrobinę funkcjonalna względem tematu była. I znów rozwinęli wycieczkowicze swe zdolności i poczuli się dystyngowani, co jak wiadomo każdemu człowiekowi od czasu do czasu się przydaje.

W ten sposób zakończył się program wyjazdu do Warszawy w marcu 2011 roku. W międzyczasie uczestnicy pospacerowali sobie po Łazienkach oraz zapoznali się ze specyficznym klimatem samego miasta. Powrót upłynął w równie miłej atmosferze swobodnych konwersacji, ale i pożytecznych rozważań, gdyż ani wieczór ani noc cała nie wystarczyły, aby wyczerpać pulę punktów dostępnych za analizę Nędzników. Debaty trwają do dziś, a i tak wieść niesie, że tematu analizy nie da się wyczerpać…

Aleksandra Klasa II C