„Żołnierze Wyklęci” – wykład w Topolówce | Topolówka

„Żołnierze Wyklęci” – wykład w Topolówce

Autor: Redakcja, 10. Marzec 2015

2 marca w naszej szkole odbył się wykład poświęcony żołnierzom wyklętym, zorganizowany przez Klub Myśli Politycznej „Stańczyk”. Wykładowcą był p. Artur Chomicz, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku. Poniżej publikujemy artykuł autorstwa Aleksandry Tyczyńskiej z klasy I pre IB, zainspirowany  wykładem oraz wywiad z p. A. Chomiczem. Zapraszamy do lektury.

„Żołnierze wyklęci” – po raz pierwszy użył tego określenia adwokat Grzegorz Wąsowski w 1992 roku. „Wyklęci” dlatego, że pamięć po nich miała zostać zdeptana, wymazana, a w naszej świadomości mieli pozostać jako zdrajcy i bandyci. Dzisiaj przywracamy tę pamięć, należną bohaterom, którzy za naszą wolność zapłacili najwyższą cenę i nigdy nie mieli zostać nagrodzeni – 1 marca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, podczas którego możemy oddać im hołd. Mają również miejsce patriotyczne koncerty, projekcje filmów, wykłady i wystawy, odbywające się na terenie całego kraju, mające przypomnieć o ich niezwykłej ofierze.

O „żołnierzach wyklętych” mówi się w odniesieniu do żołnierzy antykomunistycznego podziemia niepodległościowego, walczących wcześniej zarówno w AK, NSZ jak i w Batalionach Chłopskich.  Ich walka o wolność nie zakończyła się  wraz z wojną – chcąc zapobiec sowietyzacji Polski, działali w konspiracji wymierzonej przeciwko zbrojnym siłom UB, KBW i MO.

Przez PRL-owski rząd, z Bolesławem Bierutem na czele, zwani „zaplutymi karłami reakcji” i „faszystami”, byli okrutnie zwalczani. Dręczeni podczas wielogodzinnych przesłuchań, torturowani, skazywani na karę śmierci – ginęli pozostając wierni Ojczyźnie, nie zdradzając swoich towarzyszy broni. Nawet po śmierci ich ciała oraz pamięć były bezczeszczone – „pochówek” w worku na śmieci, odcięcie głowy, przebieranie  w mundur Wehrmachtu oraz oskarżenia o napady na niewinnych ludzi i antysemityzm, to tylko kilka przykładów, jak bardzo zbrodnicze były praktyki ówczesnych władz.

Koniec działalności żołnierzy wyklętych nastąpił w roku 1963, kiedy zabity został ostatni z nich, Józef Frańczak. Obecnie trwają intensywne poszukiwania zaginionych szczątków żołnierzy wyklętych, przeszukiwanie archiwów, po to, aby „odkłamać” historię zafałszowaną przez komunistyczną propagandę i przywrócić żołnierzom dobre imię. Wykłady i wystawy to jedna z form dotarcia nie tylko do młodych ludzi, i sprostowania kłamstw, które nie mogą pozostać w naszej zbiorowej świadomości.

„Do zrobienia jest jeszcze bardzo wiele” – przekonuje w krótkim wywiadzie, pan Artur Chomicz  z gdańskiego oddziału IPNu, który opowiadał uczniom o niezłomnych żołnierzach, podczas wykładu w III LO  – gdańskiej „Topolówce”. Istotnie, widownia zapytana, czy wiedzą dokładnie kim byli żołnierze wyklęci, odpowiadała nieśmiało, z wahaniem. Spotkanie zapewne wielu z nas uświadomiło, jak niewiele nam na ten temat wiadomo. Podczas wykładu pan Artur Chomicz przybliżał sylwetki nieznanych nam dotąd bohaterów, którzy, gdyby nie wysiłki Instytutu Pamięci Narodowej, być może na zawsze zostaliby zapomniani, a ich zasługi przeszłyby bez echa. Byli to m.in. rotmistrz Witold Pilecki – dobrowolny więzień KL Auschwitz i oficer Komendy Głównej Armii Krajowej, autor raportów o Holokauście; Danuta Siedzikówna ps. „Inka’, sanitariuszka 4. szwadronu 5 Wileńskiej Brygady AK, oraz stracony razem z nią Feliks Selmanowicz ps. „Zagończyk”, a także dowódca tejże brygady, major kawalerii Wojska Polskiego i Armii Krajowej, Zygmunt Szendzielarz ps. „Łupaszko”.

Tych, którzy czekają na efekty działalności Instytutu Pamięci Narodowej i na to, aby ważne prawdy na temat naszej historii dotarły do jak największej liczby ludzi, akcje organizowane 1 marca na terenie całego kraju z pewnością napełniają optymizmem. Coroczne obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych są nie tylko dniem, kiedy czci się pamięć bohaterów, ale także świetnym pretekstem do odświeżenia w naszej świadomości wartości, które w dobie nowoczesnego stylu życia, szeroko propagowanego hedonizmu i indywidualizmu, oraz postawy kosmopolitycznej, zostały zepchnięte na drugi, a może i nawet ostatni plan. Może nie wszystko stracone.

Poniżej wywiad z panem Arturem Chomiczem, który poprowadził wykład o żołnierzach wyklętych:

Wywiad:

O.T.: Jakie znaczenie dla Europy miała dla Europy postać Witolda Pileckiego, dlaczego właśnie on, a nie kto inny powinien zostać patronem Europy?

A.CH.: Pan rotmistrz Pilecki…jest to postać kluczowa dlatego że jest to najdzielniejszy żołnierz drugiej wojny światowej, ochotnik do Auschwitz, który powiedział światu co tam się dzieje, potem walczył z okupantem zarówno niemieckim jak i sowieckim, nigdy się nie poddał, oddał śmierć za wolną Polskę, jest to wzór patriotyzmu, największego umiłowania do Ojczyzny, no i on po prostu pokazał, że można, jednak człowiek jest w stanie zrobić wiele dla świata. Poinformował USA i Wielką Brytanię co się dzieje w Auschwitz. No niestety, co zrobiły z tą informacją te imperia, to już jest druga kwestia. Pokazał że jeden człowiek bohatersko może zrobić wiele, jest po prostu bohaterem XX wieku, moim zdaniem największym.

O.T.: Myśli pan, że nie ma bohaterów z innych krajów, którzy byliby bardziej odpowiednimi patronami Europy?

A.CH.: Może i są, ale ja ich osobiście nie znam, więc wydaje mi się, że wielu historyków, nawet historyków europejskich, nawet taki włoski historyk Marco Patricelli powiedział, że Pilecki jest największym żołnierzem XX wieku. Największym bohaterem, i myślę że on zasługuje na to, żeby być właśnie patronem Europy, i wzorem dla wszystkich Europejczyków. Bo on niesie ze sobą takie uniwersalne wartości dla nas wszystkich, szczególnie dla cywilizacji świata zachodniego.

O.T.: Czy uważa pan, że dzieci komunistów, ludzi zajmujących w PRLu wysokie stanowiska państwowe (na przykład projektantka, Monika Jaruzelska), powinny mieć wstęp do życia publicznego, czy uważa pan, że ich pochodzenie, powinno ich w tej kwestii dyskwalifikować?

A.CH.: Uważam, że nie powinno, ale ci ludzie powinni odnieść się do tego, kim byli ich rodzice, bo można oczywiście brać udział w życiu publicznym, tylko trzeba na przykład powiedzieć, że „mój ojciec robił to i to, bo to było złe”. Musimy pamiętać o tym, że dzieci nie odpowiadają za czyny swoich rodziców. Ja uważam, że mogą brać udział w życiu publicznym, tylko muszą odpowiednio ocenić postawę swoich rodziców.

O.T.: W jaki sposób moglibyśmy my, jako młodzi ludzie (ale to się także odnosi do wszystkich innych obywateli), wspierać działania IPNu? Dwa razy wspomniał pan o woli politycznej.

A.CH.: Tak jak dzisiaj, można zapraszać nas, pracowników Instytutu Pamięci Narodowej, można występować o to, żebyśmy przywozili wystawy do państwa, do szkoły, pokazywali kim byli żołnierze wyklęci, rozprowadzali broszury, bo takie również mamy, plakaty, dotyczące żołnierzy wyklętych, zostawiali filmy, materiały, które by można przekazać uczniom, żeby wiedzieli kim oni byli – kim byli ci bohaterowie.

O.T.: Czy jest więc możliwość podpisania petycji? Zmierzam do wpłynięcia na wolę polityczną.

A.CH.: Oczywiście, ale za to już odpowiada Warszawa. Natomiast jeśli chodzi o naszą małą ojczyznę, czyli Gdańsk, to wystarczy skierować pismo, do naczelnika Instytutu Pamięci Narodowej, do oddziału Biura Edukacji Publicznej, Karola Nawrockiego, że na przykład chcieliby państwo uzyskać takie materiały, i my takie materiały przesyłamy, a że jesteśmy instytucją państwową, to wszystko odbywa się bezpłatnie.

O.T.: Kolejne, według mnie ważne pytanie, to: jak duży wysiłek jest jeszcze potrzebny, ile jeszcze trzeba zrobić, aby cofnąć skutki propagandy komunistycznej? Bo wiadomo, że w umysłach niektórych przedstawicieli starszego pokolenia, wciąż pozostał pewien zafałszowany obraz, który potem może być przekazywany kolejnemu pokoleniu.

A.CH.: Do zrobienia jest jeszcze bardzo dużo, z tego względu, że wciąż można czasami napotkać w niektórych gazetach artykuł mówiący na przykład o „wojnie domowej”… Nie można mówić, że to była wojna domowa, bo to była wojna z okupantem, najeźdźcą. Do zrobienia jest jeszcze bardzo wiele, przede wszystkim są na ten temat książki (które niestety mało osób czyta), ale powstają też filmy. Pokazywanie filmów, organizowanie spotkań z historykami – nawet nie tymi historykami zawodowymi, bo czasami są to historycy amatorzy, tak jak Leszek Żebrowski, Tadeusz Płużański, oraz fundacje które robią bardzo wiele, żeby odkłamać tą propagandę komunistyczną.  Jest też niestety prawdą, że pewne pokolenie ludzi niestety musi wymrzeć, bo żyją potomkowie komunistów, albo nawet sami komuniści, którzy jeszcze tą wiedzę o najeźdźcach utrwalają.

O.T.: Jak pan ocenia działalność „kiboli”  (o których wspomniał pan na początku wykładu), czy uważa pan ich obecność na przykład na pogrzebie Wojciecha Jaruzelskiego, lub przy innych okazjach, jest potrzebna? Uważa pan ich zachowanie za przejaw patriotyzmu, czy przesadę?

A.CH.: Jeśli chodzi o tą sprawę, to uważam że są to przejawy patriotyczne. Mi się osobiście podobają, uważam, że oni też w ten sposób propagują żołnierzy wyklętych, bo dzięki temu, jest to pokazywane też w telewizji. To daje ludziom do myślenia, „co ci kibice pokazują?”, zaczynają się interesować „o co im chodzi”. Jeśli chodzi o pogrzeb Jaruzelskiego: kultura wymaga tego, żeby tak się nie zachowywać, ale ja w pewien sposób ich rozumiem. Nawet uważam, że ta ich działalność, jeśli chodzi o upamiętnianie bohaterów, wspieranie kombatantów (bo oni zbierają też pieniądze) jest jak najbardziej prawidłowa. Jeżeli nie robi tego państwo, to muszą to robić osoby trzecie, czy kibice, czy fundacje, czy inni obywatele Polski, którzy tym się po prostu interesują.

O.T.: Teraz odbiegając od tematu: pytam pana jako przedstawiciela IPN-u…Powstanie warszawskie: potrzebne, czy niepotrzebne? Pojawiają się różne głosy: jedni są zdania, że była to niepotrzebna śmierć wielu młodych warszawiaków, są tacy którzy mówią, że owszem, śmierć niepotrzebna, ale liczy się heroiczna postawa tychże osób. Jak pan by się do tego odniósł?

A.CH.: Dyskusja o powstaniu warszawskim powstała po wydaniu książki Piotra Zychowicza „Obłęd’44”. Książkę czytałem – z autorem w wielu rzeczach się NIE zgadzam, w pewnych rzeczach TAK. Jeśli chodzi o moją ocenę powstania warszawskiego, to był to błąd. Dzisiaj to wiemy, oni tego mogli nie wiedzieć wtedy – są to bohaterowie, jak najbardziej, no ale niestety …Miasto zostało zniszczone, zginęło wielu ludzi, więc uważam, że BYŁO błędem. Niosło jednak ze sobą wiele innych,  pozytywnych rzeczy. Ci ludzie dali przykład tego, że dla nich Ojczyzna jest rzeczą najważniejszą, wyższą, że ONI oddają za nią życie. Wiemy, że niestety, nie przyniosło ono pozytywnych skutków politycznych, więc z punktu widzenia dzisiejszego, oceniam decyzję Komendy Głównej Armii Krajowej, jako złą i negatywną.

O.T.: A czy zgodziłby pan się ze stwierdzeniem, że powstanie warszawskie było swego rodzaju „prezentem” dla Rosjan?

A.CH.: Odpowiem dyplomatycznie: da się to udowodnić. Armia Krajowa wiedziała czym jest Armia Czerwona, ale na przykład Łupaszko, o którym dzisiaj mówiliśmy, nie wziął udziału w akcji „Burza”, bo wiedział czym to się może skończyć. Troszkę naiwności tu zadziałało, ale ci ludzie chcieli walczyć o swoją wolność. Tak samo powstanie, mieliśmy przywitać Armię Czerwoną jako gospodarze, ale nasze szanse w starciu militarnym…To by się toczyło i tak w postaci walk partyzanckich przede wszystkim, bo nie mieliśmy regularnego wojska.

O.T.: Dowódcy powstania zostali jednak postawieni w gorszym świetle…

A.CH.: Niesłusznie. Pisanie, tak jak to napisał Piotr Zychowicz, że Okulicki był agentem NKWD, nie mając na to żadnych dowodów, jest śmieszne i obraża jego pamięć. Oczywiście, był on na Łubiance (1941 i 1945) przetrzymywany, co tam nastąpiło, że wyszedł, tego nie wiemy, nie mamy dokumentów, musiałoby nastąpić otwarcie rosyjskich archiwów, a na to jeszcze troszkę poczekamy. Obrażanie ich nie ma najmniejszego sensu, chociaż to,  co napisał, że Komorowski był sceptyczny, aż do ostatniego momentu, do 31 lipca, to prawda – jeśli chodzi o wydanie rozkazu do powstania. Powstanie nie było dobrze przygotowane, jak wiemy co dziesiąty żołnierz miał broń…Mógł być to prezent dla Stalina, i tą tezę można udowodnić.