Odrzywół 2008 | Topolówka

Odrzywół 2008


Dzień I 28.05.2008.
Około 10 rano czerwona karawela ks. Marka Dyni zajechała pod nasze domy. Wysiadł z niej, nie, kto inny, lecz sam pan Tulin ze swoją bujną grzywą powiewającą na wietrze. W trudnej wyprawie polskimi drogami wspierali nas kierowcy tirów rzucając zabawne komentarze przez CB radio, które nie pozwalały nam spokojnie spać. W tle raczyły nas dźwięki arabskiej muzyki. Pod Warszawą pan Szpakowski zlitował się nad naszymi pustymi brzuszkami i zabrał nas na obiad do orientalnej knajpy. Po przetrwaniu warszawskich korków, około godziny 18stej dotarliśmy do internatu w Lipinach, gdzie zostaliśmy zakwaterowani.

Dzień II 29.05.2008.
Tuż po świcie obudziliśmy się w nowym miejscu. Musieliśmy przygotować się do wielkiej uroczystości – oficjalnej części XXV Sympozjum Klubu Szkół Westerplatte. Zebraliśmy się na boisku w Odrzywole, by wraz z pocztami sztandarowymi innych szkół, orkiestrą i gośćmi dzielnie przemaszerować do kościoła pw. św. Jadwigi i św. Stanisława. Po uroczystej mszy udaliśmy się do Szkoły Podstawowej im. Bohaterów Westerplatte. Po licznych przemówieniach mogliśmy obejrzeć tam występy uczniów szkoły i ludowego zespołu „Mateuski”. Po południu wybraliśmy się na piknik nad Pilicą gdzie ugoszczono nas domowymi wypiekami i występami artystycznymi. Nasz wzrok przykuła niekonwencjonalna fryzura jednej z dorodnych Mazowszanek. Wieczorem nasi nauczyciele udali się na niezwykle huczne spotkanie integracyjne na stołówce. W zamian my bawiliśmy się na dyskotece w świetlicy.

Dzień III 30.05.2008
Następny dzień upłynął pod znakiem zwiedzania. Po długiej podróży dotarliśmy do Szydłowca, do Muzeum Instrumentów Ludowych. Ze zdziwieniem odkryliśmy, że część z nich już nie działa. Kolejnym punktem programu było Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie. Słońce oświeciło nasze umysły, gdy zasiedliśmy na cudownym kamieniu Kochanowskiego, na którym pisywał on swe najznakomitsze dzieła. Niepospolitą atrakcją tego dnia była także możliwość skosztowania chleba ze smalcem w Muzeum Wsi Radomskiej. Zobaczyliśmy tam prawdziwego barana (takiego z rogami) i kurę, która tak jak jedna z uczestniczek wycieczki miała nieograniczone możliwości spożycia pokarmu. Zakończeniem dnia było integracyjne ognisko, na którym mogliśmy zjeść kiełbaskę i kaszankę z grilla! Poczuliśmy się tak dobrze w swoim towarzystwie, że z wielką ochotą tańczyliśmy, bawiliśmy się i śpiewaliśmy ludowe piosenki.

Dzień IV 31.05.2008
Niestety sympozjum musiało dobiec końca. Pełni wrażeń zapakowaliśmy się do czerwonego Dyniobusa. Przed powrotem do domu zdążyliśmy jeszcze zobaczyć Szaniec Hubala i zabytkowy kościół w Inowłodzu. Przez drogę pan Tulin opowiadał nam swoje sny o NRD-owskich fryzurach. W pewnym momencie zauważyliśmy, że GPS wyprowadził nas w szczere pole. Za późno było na jego komendy „zawróć, jeśli to możliwe”. Na szczęście w pobliżu znaleźli się porządni obywatele, którzy naprowadzili nas na krajową drogę nr 1, którą zajechaliśmy do Gdańska.