Opole 2012 | Topolówka

Opole 2012


Sprawozdanie z XXIX Sympozjum Klubu Szkół Westerplatte, Opole 2012r.

Przed przytoczeniem dokładnego sprawozdania z wyjazdu na XXIX Sympozjum Klubu Szkół Westerplatte warto dodać, w jakich okolicznościach doszło do tego nieprzewidzianego i nieplanowego biegu zdarzeń. Pewnego pięknego dnia, na zastępstwie za język polski pojawił się pan profesor Szpakowski. Z rozbrajającym uśmiechem zaprosił poczet sztandarowy z klasy 2C do pierwszej ławki. Pierwszy szok, którego doznaliśmy miesiąc wcześniej związany z tym, że nasza trójka została wybrana do pocztu, był niczym w porównaniu do informacji, którą pan profesor nam przekazał. Otóż dowiedzieliśmy się, że czeka nas wycieczka do Opola na zjazd Klubu Szkół Westerplatte. Wiadomość nie byłaby tak zaskakująca, gdyby nie fakt, że przekazana tydzień przed planowanym wyjazdem.
Pomimo takich niedogodności postanowiliśmy jednak nie grymasić i dzielnie prezentować szkołę.
Szczerze? Nie mieliśmy innego wyboru.

Dzień I 29.05.2012r.
O godzinie 4 nad ranem, stałam na peronie dla pociągów dalekobieżnych przy dworcu w Gdańsku – Wrzeszczu, opierając się o walizkę i śpiąc na stojąco. Pan profesor Szpakowski opowiadał w tym momencie, jak przemycał sztandar w wojskowym pokrowcu tuż przed nosem uważnie obserwujących go policjantów na ulicy Grunwaldzkiej. Przyznam szczerze, że nie było w tym nic dziwnego. Sztandar w pokrowcu wyglądał jak ukryty karabin, a o 4 rano rzadko kto spaceruje z takim sprzętem po Wrzeszczu.
Wreszcie nadjechał upragniony pociąg, z którego wychylała się znajoma postać szkolnego Gladiatora. Pan profesor Tulin sprawnie przejął sztandar przez okno, co pozwoliło na sprawniejsze wejście do wehikułu czasu. W Głównym czekała reszta naszej ekipy, czyli dwie kolejne zagubione i zaspane duszyczki.
Wbrew pozorom, podróż nie była aż tak nużąca i wyczerpująca, na jaką się zapowiadała. Co prawda 8 godzin w pociągu nie jest niczym bardzo przyjemnym, ale panowie profesorowie dostarczali nam wystarczająco dużo rozrywki, byśmy nie padli trupem gdzieś po drodze. Na pewno najciekawszym punktem było sprawdzanie wypracowań z historii przez pana Tulina. Ale to i tak nic w porównaniu do postoju na jednej ze stacji, podczas którego na peronie pojawił się stary znajomy z poprzednich zjazdów. Tajemniczy pan R. Śmiech śmiechem, ale dlaczego nasi profesorowie nagle uważnie zaczęli oglądać tory za oknem i kazali zabarykadować drzwi?
We Wrocławiu mieliśmy przesiadkę. Po małym akcie paniki, okazało się, że pociąg, którym mamy dojechać do Opola stoi po drugiej stronie peronu, więc odetchnęliśmy z ulgą. Została godzina podróży. Młodzież poświęciła ją na ostatnią możliwość regeneracji i drzemki.

Opole. Ciekawe miasto. Po przebiciu się z dworca do Szkoły Podstawowej Nr 1 im. Bohaterów Westerplatte, zostawiliśmy swoje bagaże i dostaliśmy ultimatum: Idziemy na obiad z profesorami czy idziemy na zakupy. Odpowiedź była niezwykle prosta, a proporcja osób chętnych na zakupy przeważająca. Biedny Tomasz, dwie baby to już horror. Po godzinie zwiedzania ekskluzywnych butików, wróciliśmy na miejsce po rzeczy i dostaliśmy dyspozycję udania się na przystanek, gdzie autobus miał nas zabrać w tajemnicze miejsce pod Opolem. Z pewną dozą niepokoju i trwogą obserwowaliśmy zza okien, dokąd nas wywożą. Trochę zwątpiłam, gdy wysiedliśmy w środku lasu i musieliśmy iść na piechotę do ośrodka. Ale daliśmy radę. Na miejscu czekały już inne szkoły, a przedział wiekowy był zróżnicowany. Jakimś cudem udało się mi i Klaudii wywalczyć pokój, do którego nikogo nam nie dorzucili. Zasada była prosta, siedzimy cicho i się tym nie chwalimy. Tomasz nie miał takiego szczęścia. Chociaż w naszych głowach pojawił się pomysł o pokoju koedukacyjnym, jednak ze względów organizacyjnych niemożliwy do wykonania. Dzień zakończył się całkiem smaczną kolacją i rozpaczliwym szukaniem internetu.

Dzień II 30.05.2012r.
Wcześnie rano czekała nas misja bojowa. Po krótkim ogarnięciu, doczłapaniu się na śniadanie, czekało nas przygotowanie do wielkich uroczystości. Po dopięciu wszystkiego na ostatni guzik, ruszyliśmy podstawionymi autokarami z powrotem do Opola. Wysadzono nas i rzucono na głęboką wodę. Nieco nieporadni, stanęliśmy na wysokości zadania. Podpatrując Kraków, który ustawił się przed nami, dzielnie prezentowaliśmy szkołę w czasie uroczystej mszy w Kościele na Górce. Następnie czekał nas przemarsz przez miasto na uroczystości pod Pomnikiem Bojowników o Wolność Śląska Opolskiego. Na miejscu zastaliśmy oddział żołnierzy, którzy wykonali salwę honorową. Po wyczerpujących uroczystościach udaliśmy się do Domu Kultury, w którym zaprezentowano specjalny pokaz związany z wydarzeniami z Westerplatte. Następnie zaczęło się zwiedzanie Opola. Dzięki uprzejmości profesorów, nasza trójka nie musiała trzymać się całej grupy, tylko mogliśmy w spokoju zwiedzać zakątki miasta na własną rękę. Po 3 – godzinnym spacerowaniu zapakowano nas do autokaru i wróciliśmy na miejsce noclegu. Dzień zakończył się smaczną kolację, a także odbyła się dyskoteka na świeżym powietrzu, jednak niestety zdominowały ją szkoły podstawowe. Był to czas na integrację z rówieśnikami i tym sposobem oglądaliśmy piękny zachód słońca nad położonym obok jeziorem wraz z licealistami z Krakowa.

Dzień III 31.05.2012r.
Po długim odpoczynku i głębokim śnie spowodowanym wyczerpaniem uroczystościami z dnia poprzedniego, zabrano nas rano do obozu jenieckiego w Łambinowicach. W Centralnym Muzeum Jeńców Wojennych obejrzeliśmy krótki film, a później zajęliśmy się zwiedzaniem i poznawaniem szczegółowej historii tego miejsca. Następnie mieliśmy za zadanie wypełnić ćwiczenia związane z informacjami, które usłyszeliśmy. Nie chwaląc się, mieliśmy wszystko dobrze.
Następnym etapem wycieczki było przybycie na miejsce masowych grobów jenieckich i poświęcenie chwili na przemyślenia przy pomniku, a także obejrzenie zachowanego baraku. Po powrocie czekał na nas obiad, a tuż po nim odbył się Konkurs Piosenki Festiwalowej, w którym niestety nie wystąpiło żadne z nas, gdyż dowiedzieliśmy się o tym zbyt późno. Chociaż nie, to nie był jedyny powód…
Po konkursie odbyło się ognisko, podczas którego poczuliśmy wakacyjną beztroską atmosferę.

Dzień IV 01.06.2012r.
Dzień dziecka rozpoczął się miłym akcentem. Tuż po zejściu na śniadanie cała nasza trójka otrzymała od pana Tulina i pana Szpakowskiego po tabliczce czekolady z orzechami. Po posiłku zaczęło się pakowanie i przygotowanie do podróży. Aż żal było żegnać się z tym miejscem. Ponieważ byliśmy bezproblemowi i mili dla wszystkich, dostaliśmy od nauczyciela z liceum z Krakowa małe pamiątki. Niestety ten poranek szybko przestał być perfekcyjny. Okazało się, że nie tylko my musimy iść na opolską wersję PKS. Ku zdumieniu zgromadzonych 30 osób, na przystanek zajechał mały busik, w którym było 5 miejsc siedzących. Zrezygnowani i trochę zdezorientowani już przewidywaliśmy najgorsze. Jednak szczęście się do nas uśmiechnęło. Jedna ze szkół, dysponująca własnym busem, zgodziła się nas podrzucić do Opola, co pozwoliło nam nie spóźnić się na pociąg.
Tym razem nie mieliśmy co liczyć na komfort i przestrzeń. Szczerze? To cud, że się nie udusiliśmy w przeludnionym składzie. Jedyne co nas uratowało to przesiadka w Poznaniu. Zmiana otoczenia i łyk świeżego powietrza pozwoliły nam na dojazd do domu bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym.
W tę stronę profesorowie również raczyli nas ciekawymi historyjkami, a także uważnie słuchali naszych własnych ploteczek. Warto dodać, że cały wyjazd uczyłam pana profesora Tulina mojego imienia. I wreszcie zatriumfowałam. Po 1,5 roku nauczania skończyło się mówienie po nazwisku. To się nazywa zwycięstwo!
W miłej i radosnej atmosferze dojechaliśmy do Gdańska. Cały wyjazd uważam za udany!

Ania